Ulrich von Jungingen to wielki mistrz zakonu krzyżackiego kojarzony głównie z bitwą pod Grunwaldem. Henryk Sienkiewicz w powieści „Krzyżacy” przedstawił go jako honorowego, ale gwałtownego rycerza, który doprowadził do wojny z Polską. Wyjaśniamy, kim naprawdę był Ulrich von Jungingen. szatan „Wczoraj na Patriarszych Prudach spotkał pan szatana” Mistrz do Iwana Bezdomnego. Dlaczego Woland przybył do Moskwy? oficjalny powód wizyty w Moskwie „Zechcą mi chyba panowie wybaczyć, że w ferworze dyskusji zapomniałem się przedstawić. Oto moja wizytówka, oto paszport i zaproszenie do Moskwy na konsultację” z codziennością oraz, oczywiście, o miłości. Miłości pięknej Małgorzaty do niezwykłego pisarza zwanego Mistrzem. Owe główne postaci zdeterminowały ostateczny tytuł powieści, który po wielu przeróbkach brzmi: „Mistrz i Małgorzata”. Nie byłoby jednak owej powieści bez jej genialnego autora Michaiła Bułhakowa. Musiał rozwikłać w tym celu szereg zagadek. Pierwszą z nich było znalezienie Francuza związanego w przeszłości z domem. Cisowski odkrył na strychu pamiętnik księdza Koszyczka. Przeczytał, że w 1813 roku do dworku dotarło dwóch francuskich żołnierzy z wojsk napoleońskich. Starszym z nich był ciężko chory Kamil de Berier. Szósta wersja książki miała już ostateczną strukturę i tytuł Mistrz i Małgorzata. 28 maja 1938 roku pisarz postawił ostatnią kropkę w ostatniej wersji rękopisu w sześciu zeszytach. Pozostało jeszcze mozolne przepisywanie tekstu na maszynie, czego pod dyktando autora wprowadzającego jeszcze liczne poprawki podjęła się siostra Alternatywny zapis: szatan kpi z wpajanego społeczeństwu ateizmu. Bułhakow obrazuje realia życia w Moskwie: w jednym mieszkaniu często musi żyć kilka rodzin, wiele osób nadużywa alkoholu, ludzie znikają w tajemniczych okolicznościach, zdrady małżeńskie są powszechne, donosy i łapownictwo również, raz po raz ktoś trafia do szpitala psychiatrycznego; szereg zdarzeń zdarzeń Dobro z kolei to miłość, jego reprezentantami z całą pewnością są: Ha-Nocri i Małgorzata. Nie zapominaj też o motcie powieści: szatan, który jest odwiecznym uosobieniem zła, tu jest raczej wykonawcą wyroków, czyni dobro. tPOCeu. Artykuły Mistrz i MałgorzataKomiks po nic Po co adaptować znaną, acz ciężką i obszerną powieść na komiks? a) Żeby umożliwić zapoznanie się z jej treścią czytelnikowi niedostatecznie zdeterminowanemu, by czytać oryginał. b) Żeby dokonać interesującej reinterpretacji lub wzbogacić dzieło o jakąś wartość dodaną. Adaptatorom Mistrza i Małgorza... Noty Mistrz i Małgorzata 20-09-2011 07:03 | Komentarze: 0 Mistrz i Małgorzata to komiks oparty na motywach powieści Michaiła Bułhakowa. Askold Akiszyn i Misza Zasławski nie zdecydowali się jednak na proste przełożenie powieści na język komiksu, wgłębili się we wszystkie rękopisy autora i wybrali z nich najważniejsze dla historii sceny. Sceny... Mistrz i Małgorzata 10-04-2012 19:04 | Komentarze: 0 Szatan odwiedzający Moskwę w latach 30. XX wieku, pisarz nazywany Mistrzem i jego miłość do Małgorzaty Nikołajewny oraz spotkanie Piłata i Jezusa, nazywanego tu Jeszuą. Oto jedno z największych osiągnięć literatury światowej. Powieść spisana w czasach największego ucisku władzy ... Wieści Powstanie film na motywach Mistrza i Małgorzaty 19-02-2008 10:00 | Marigold | Komentarze: 4 Studio Stone Village Pictures, które ostatnio wyprodukowało film na motywach Miłości w czasach zarazy Gabriela Garcii Marqueza, rozpoczęło przygotowania do realizacji filmowej adaptacji Mistrza i Małgorzaty - słynnej powieści Michaiła Bułhakowa. Na razie producenci poszukują scenarzysty. Nowości po MFKiG Prezentujemy listę tytułów, które ukazały się podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. » więcej Diabeł w Mistrzu i Małgorzacie jest pozbawiony cech zła. Jest ludzki. „Wiecznie pragnąc złą, wiecznie dobro czyni”. Woland nie robi nic złego, a wręcz przeciwnie-pomaga demaskować ów zło i niszczy je. Nie jest też buntownikiem, ale ściśle wykonuje wolę wyższych sił Dobra. Martwi się o kondycję ludzkości i stara się dać im szatana jest bardzo różnorodna, co było niezbędne Bułhakowowi do wielu różnych sytuacji-stąd sięganie do różnych tradycji przy doborze tych postaci. Ich zadania nie są niszczycielskie, a każdy z nich ma jakby swój zakres obowiązków. Michaił BułhakowTa książka to przede wszystkim świetna fabuła. Jest to swego rodzaju połączenie fantastyki z opisem ówczesnego rosyjskiego społeczeństwa. Michaił Bułhakow celnie opisuje przywary społeczeństwa, oczywiście mówię o tym dlatego że do obecnych czasów nie wiele się zestarzało. Sam szatan w porównaniu z ludźmi wydaje się być okrzesany i spokojny. Szczególnie polecam ludziom lubiącym czarny humor. Służy też świetnie jako uświadamiasz że obecne społeczeństwo może i jest średnie ale nie jest to jakiś nowy problem. No i jest jeszcze kot Behemot..„To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem.”Książka ta była też inspiracją dla powstania utworu Lao Che – Życie Jest Jak Tramwaj za co ma u mnie specjalne miejsce w sercu. ~Joseph LilfishGatunek: Powieść Są dzieła, które przenoszą nas w zupełnie inny świat. Są książki, których mnogość interpretacji jest tak wielka, że uniemożliwia nam to zrozumienie jej za pierwszym razem. Są utwory po których przeczytaniu nasze spojrzenie na świat ulga pewnej zmianie, słowem zaczynamy dostrzegać więcej szczegółów, stajemy się bardziej krytyczni i dociekający. Taka właśnie jest powieść rosyjskiego pisarza Michaiła Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata". Książka, którą autor tworzył przez 12 lat pozostaje do dziś niedoścignionym arcydziełem, które nie pozwala zamknąć się w sztywnych ramach, którego nie da się zakwalifikować do precyzyjnie określonego gatunku i które wciąż możemy poznawać na nowo poprzez kolejne odczytywanie jej sensu. Po ową lekturę sięgnęłam jak można się domyślić ze względu na to, że znajduje się ona w spisie lektur. Mimo tego faktu nie czułam akurat względem niej żadnego uprzedzenia, bowiem słyszałam, iż jest to jeden z tych wyjątkowych utworów, które mimo że czytane pod przymusem zbierają zdecydowanie pochlebne opinie. Po przeczytaniu mogę jasno i definitywnie stwierdzić, że wszystkie te oceny są jak najbardziej uzasadnione. Bardzo się cieszę, że było mi dane zapoznać się z tym dziełem. Po ostatnim dość długim czasie spędzonym na pochłanianiu literatury popularnej, byłam już zmęczona tą "papką" i czułam, że potrzebuję czegoś "mądrzejszego" - klasyki. Dzięki zajęciom z języka polskiego tytuł został mi narzucony, jednak tym razem muszę przyznać, że był on nadzwyczaj adekwatny do moich oczekiwań. Opis z okładki: "Mistrz i Małgorzata" - jak wiele genialnych utworów - wymyka się jednoznacznemu opisowi, prowokując mnogość interpretacji. Ta powieść szkatułkowa, bogata w odniesienia do literatury światowej, wciąż zadziwia bogactwem tematyki. Znaleźć w niej można rozważania na temat kondycji sztuki, echa nieustannego konfliktu twórcy z otoczeniem, klasyczny filozoficzny motyw walki dobra ze złem, ale także ciętą satyrę oraz ironiczne odniesienia do ocierającej się wielokrotnie o absurd radzieckiej rzeczywistości lat trzydziestych. A także - rzecz jasna - cudowny wątek miłosny tytułowych Mistrza i Małgorzaty, który dla wielu czytelników jest jedną z największych zalet tej książki. Nie wiem od czego by tu rozpocząć moje zachwyty i rozpływanie się nad wielkością "Mistrza i Małgorzaty". Zbyt wiele czynników wpływa na jej wartość. Ale może rozpocznę od moich ogólnych wrażeń i odczuć. Tak więc tym co zdecydowanie ujęło mnie podczas czytania to wielowątkowość i wieloznaczność przedstawionej historii. Początkowo wydawało mi się to trochę chaotyczne, jednak im dalej posuwałam się w fabule, tym bardziej wszystkie wątki i wydarzenia zaczynały się zazębiać i tworzyć jedną spójną całość. To historia szkatułkowa prowadzona na kilku płaszczyznach. Postaci jest naprawdę sporo, dlatego radzę czytać uważnie, bo możne później tak jak ja mieć pewne problemy z przypomnieniem sobie kim był jakiś bohater o którym właśnie czytamy. Sprawę komplikują znacznie zwłaszcza długie nazwiska rosyjskie. Tym co najbardziej przypadło mi do gustu było przesycenie dzieła tym specyficznym rodzajem humoru, który nie raz powodował, że podczas czytania dosłownie śmiałam się do książki. Ironia, sarkazm, absurd i groteska - to pierwsze skojarzenia jakie przychodzą mi na myśl do opisania tej lektury. Nie sądźcie jednak, że jest to jakaś tam marna komedyjka, a gdzież! To doskonała uczta słowa pisanego w najlepszym wydaniu. Autor zręcznie łączy elementy zabawne z tymi poważnymi, a wykorzystuje ironię, by przedstawić w krzywym zwierciadle ludzkie przywary, wady totalitaryzmu oraz panoramę społeczeństwa rosyjskiego w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Tekst ma również formę paraboli o wiecznej walce dobra ze złem i o sile jaką ma prawdziwa miłość. To także obraz pokazujący nam proces powstawania powieści. Pozostawia nam również pocieszenie, że przecież "rękopisy nie płoną" i za odwagę czeka nas kiedyś nagroda. Tak jak już wcześniej napomknęłam możliwość interpretacji jest wprost nieskończona, a każdy w tej historii znajdzie coś nowego, innego. Jednak moim zdaniem do zrozumienia tej książki potrzebna jest pewna wiedza, niezbędne są zdecydowanie szerokie kompetencje kulturowe i pewna znajomość historii bez tego nie dziwi mnie, że niektórzy piszą, że im ta książka w ogóle się nie spodobała, no nic dziwnego, skoro jej nie zrozumieli. Oczywiście zdarzają się osoby, którym ta książka się nie spodoba - naturalne, ale ważne by zrozumieć o co w niej chodzi. Nawet ja chociaż pokochałam tą książkę już za pierwszym razem wiem, że gdybym przeczytała tę powieść raz jeszcze odkryłabym coś nowego, co wcześniej przegapiłam lub coś czego nie do końca zrozumiałam. "Mistrz i Małgorzata" to lektura intertekstualna, autor nawiązuje do licznych konwencji i dzieł literackich - przede wszystkim do "Fausta" Goethego. Na wielką pochwałę zasługuje również doskonały język jakim operuje pisarz, nie nudzi długimi opisami, ale za pomocą inteligentnych dialogów przepełnionych ironią śmieszy, a zarazem daje do myślenia. Inną kwestią, którą muszę zdecydowanie pochwalić jest kreacja bohaterów. Jest ich dużo, to prawda, ale każdy jest inny, specyficzny, wyróżnia się czymś od pozostałych. Mi osobiście najbardziej spodobała się szajka Wolanda, a w szczególności kot Behemot - uwielbiam takie wypadanie postacie. Najlepiej czytało mi się te fragmenty, w których to właśnie oni się pojawiali. Podsumowując "Mistrz i Małgorzata" to powieść, która odbiega znacznie od innych książek poprzez oryginalność i unikatowość swojej tematyki. Autor stworzył historię ponadczasową, która mimo upływu lat wciąż bawi i wzrusza nowe grono czytelników. Nie jest żadnym nadużyciem nazwanie jej arcydziełem. Po prostu klasyka, warto znać. Dane szczegółowe Tytuł: Mistrz i Małgorzata Seria: Mistrzowie literatury Autor: Tłumaczenie: Drawicz Andrzej Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis Język wydania: polski Język oryginału: rosyjski Ilość stron: 528 Numer wydania: VI Data premiery: 2012-04-13 Rok wydania: 2012 Forma: książka Wymiary produktu (mm): 197 x 128 Indeks: 11178064 Wielowarstwowa narracja, mnogość postaci, przenikanie szatańskich mocy ze światem żywych oraz odległym Jeruszalim, a także związany z tym pierwiastek magii i tajemnicy, to gotowy materiał na barwne i porywające widowisko. Reżyser (odpowiedzialny również za adaptację i tłumaczenie) pomimo kilku skrótów podąża za Bułhakowem dość dokładnie. Nieco na przekór musicalowej konwencji nie idzie na żadne kompromisy. Miłosny wątek, który zresztą nie stanowi kręgosłupa powieści, rozgrywany jest na dalszym planie. Za to dość czytelnie wykorzystane zostaje faustowskie motto literackiego pierwowzoru: „No więc… kim jesteś ty? – Tej siły cząstką drobną, Co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro”, stanowiące punkt wyjścia do wiwisekcji zmagań z ciemną stroną ludzkiej natury. Kościelniak wyciąga z powieści to co uniwersalne, nie rezygnując przy tym z osadzenia akcji w moskiewskiej scenerii. Dzięki czemu akcja spektaklu dzieje się w konkretnym czasie i miejscu. Duża w tym zasługa znakomitej scenografii Damiana Styrny, która pomimo swej skromności pochłania widza i angażuje w akcję. Na scenie pojawia się niewiele elementów – charakterystyczna drewniana ławka, kilka pojazdów, w tym kluczowy dla akcji tramwaj – a istotne okazują się przede wszystkim wizualizacje i światło. Za pomocą prostych zabiegów Styrna wykreował świat, w którym jest miejsce między innymi na pokryte chmurami niebo, ale i przeszywające oczy, które spoglądają na bohaterów przez dziurkę od klucza. Pojawiają się tylko w kilku momentach, lecz mówią więcej niż niejeden rekwizyt czy słowo. W nich odbija się wszechobecny strach przed donosem, podsłuchem i aresztowaniem. Dodatkowym atutem spektaklu są nowe techniczne możliwości teatru, w tym system zapadni, który pozwolił rozgrywać akcję na różnych poziomach – wyjeżdżający z podziemi niczym najgorszy loch szpital psychiatryczny, dynamiczny lot nad Moskwą czy finałowe odejście wszystkich bohaterów w przestworza. Zaskakującym elementem scenografii stała się także odrestaurowana widownia, w tym olśniewający sufit, który chłonie sceniczne światło. Chwilami sala Capitolu przypomina obrazek prosto z wiecu radzieckiej partii komunistycznej z młotem i sierpem na sztandarze. Duch czerwonej Rosji unosi się nad głowami widzów, a w jednej ze scen spada prosto na nich. Słynne „czerwońce” trafiły zapewne do niejednego domu. Ascetyczną scenografię wypełnia bogata warstwa dźwiękowa. Monumentalna kompozycja Piotra Dziubka ma zagwarantowane miejsce w historii teatru muzycznego. Niezwykle różnorodna stylistycznie – od klasyki, sięgająca do rosyjskiej tradycji, po bardzo żywy jazz i swing – układa się w integralną całość. Zachwyca nietypowe instrumentarium, którego siłą dość niespodziewanie okazują się instrumenty dęte, wspomagane przez pojedyncze skrzypce, które dochodzą do głosu w istotnych dla akcji momentach. Tak jak w orkiestrze przewodnikiem stały się skrzypce, tak na scenie Kościelniak umieścił dwie postaci, które łączą to co ziemskie z tym, co szatańskie – z jednej strony Woland, z drugiej tajemnicza kobieta, której nie znajdziemy na stronach powieści. Ta postać tylko z pozoru jest obojętnym narratorem. Zdradza ją czarny kostium i rozmazany makijaż, a chwilami wręcz dramatyczne zaangażowanie w akcję. Nie ma wątpliwości, że to czas jej żałoby – po synu, mężu, poecie? Kreowana przez Justynę Szafran bohaterka chwilami rozpacza niczym Maria Magdalena nad ukrzyżowanym synem, innym razem jak matka wszystkich uciśnionych, ale co najciekawsze – prowadzi nas przez historie również jako żona samego Bułhakowa, która ujawnia się, gdy z czułością wypowiada zdrobnienie imienia pisarza. Szafran stworzyła jedną z najwybitniejszych ról w swojej karierze. Dojrzała, pełna skupienia, swobodnie przenika przez bardzo różnorodne światy wykreowane przez reżysera. W najmniej oczekiwanych momentach wybucha niczym prawdziwy wulkan, uwalniając pokłady emocji i energii. Rola Justyny Szafran przyćmiła najważniejszą kobietę, czyli tytułową Małgorzatę. Dzieje się tak nie z powodu scenariuszowych błędów, ale aktorskich niedociągnięć. Obsadzona w tej roli Justyna Antoniak nie radzi sobie z materiałem. Znakomite warunki głosowe, które pokazała w koncercie galowym Przeglądu Piosenki Aktorskiej w 2012 roku, nie wystarczyły na bardzo wymagającą kreację. Jej Małgorzata pełna jest uchybień i niedociągnięć – zamiast targanej skrajnościami, ale dążącej do celu i pewnej swej seksualności kobiety widzimy postać cichą, chwilami wręcz przezroczystą, która ginie na tle zespołu. Szczególnie widoczne jest to w scenie balu, który sam w sobie nie jest zresztą inscenizacyjnym dokonaniem. Bal ratuje jednak szatan ze swoją świtą, która u Kościelniaka przybrała postać teatralnej trupy wędrującej przez kolejne zakątki Moskwy ze swoim programem, do którego są angażowani nieświadomi zagrożenia mieszkańcy. Niczym cyrkowcy bawią publiczność podczas pokazu w Teatrze Variétés. Urwanie głowy Bengalskiemu czy karciane sztuczki budzą podziw. Na moment Korowiow (wyborna rola Błażeja Wójcika) wraz z Behemotem przenoszą nas w świat zarezerwowany dla najmłodszych, by po chwili realizować szatański plan zagłady. Niezwykłą postacią tej grupy jest kot Behemot w wykonaniu Mikołaja Woubisheta, który pokazał wachlarz aktorskich, wokalnych i fizycznych możliwości. Zbudował jedną z trudniejszych ról spektaklu przy pomocy jednego kociego atrybutu, który został zawieszony na jego ręce. Kroku dotrzymuje mu wyuzdana i perwersyjna kobieta wamp – Hella (Ewelina Adamska-Porczyk), której niezwykle zmysłowe, ale i bardzo żywiołowe popisy taneczne ratują dość przeciętną choreografię Jarosława Stańka. Nad całością szatańskiego występu czuwa jednak Woland. Tomasz Wysocki, aktor krakowskiego Teatru im. Słowackiego, zarówno wokalnie, jak i dramatycznie buduje atmosferę tajemnicy, zdobywa zaufanie, ale jednocześnie budzi niepokój. Kreacja najwyższych lotów, zarówno pod względem wokalnym, jak i dramatycznym. Ważnym gościem spektaklu jest Mariusz Kiljan z wrocławskiego Teatru Polskiego, który nie po raz pierwszy staje się filarem produkcji Capitolu. Jego Iwan Bezdomny to bohater szalony, ale i niezwykle ludzki, jedyny prawdziwy w świecie magii, szaleństwa i niejednoznaczności. Wzrusza i budzi współczucie w zakładzie psychiatrycznym, zachwyca podczas pogoni za sprawcą tragicznego wypadku. Wówczas pokazuje, jak umiejętnie łączy to, co w musicalu jest podstawą – mocny wokal z wyrazistym aktorstwem. Z tym niestety zespół Capitolu ma nadal największy problem. W rezultacie we wrocławskiej realizacji Mistrza i Małgorzaty górę bierze to, co dramatyczne. Kościelniakowi nie udało się zebrać do współpracy zespołu, który w całości podołałby skomplikowanej i wymagającej kompozycji Dziubka – nie dziwi ilość gościnnie występujących w tej produkcji aktorów. W Capitolu nadal brakuje bowiem dobrych głosów, które poniosłyby spektakl nie tylko w scenach zbiorowych, które brzmią naprawdę dobrze, ale i w solowych, które nie zawsze wypadają na miarę oczekiwań. Na tle całości wyróżniają się – Bogna Woźniak-Joostberens, która pojawia się na balu z hipnotyzującym i psychodelicznym numerem jako Frida; powalająca siłą swojego głosy Emose Uhunmwangho w roli Jazz-Murzynki czy wspominana już Justyna Szafran, prowadząca od pierwszych do ostatnich minut całość spektaklu. Mistrz i Małgorzata pomimo pewnych uchybień i braków z powodzeniem otwiera nowy etap wrocławskiego teatru. Wpisuje się w świadomy i od lat budowany repertuarowy plan dyrektora Konrada Imieli, który po raz pierwszy zaprosił widzów do przebudowanego i odrestaurowanego Capitolu. Teatr powrócił tym samym do korzeni – precyzyjnie odtworzone wnętrze w stylu art déco zapiera dech w piersi i wydaje się, że dzisiaj to najpiękniejszy budynek teatralny w Polsce, a i bez wątpienia jeden z piękniejszych w Europie. Teatr to jednak przede wszystkim zespół i teraz czas na jego dopracowanie. Capitol potrzebuje dobrych i niezawodnych solistów. Tylko to pozwoli myśleć o pełnym i pewnym sukcesie, na który jeden z najlepszych i najodważniejszych teatrów muzycznych w Polsce w pełni zasługuje. Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu Mistrz i Małgorzata wg powieści Michaiła Bułhakowa reżyseria, tłumaczenie i adaptacja Wojciech Kościelniak teksty piosenek Rafał Dziwisz muzyka i kierownictwo muzyczne Piotr Dziubek scenografia i wizualizacje Damian Styrna kostiumy Bożena Ślaga choreografia Jarosław Staniek światło Bogumił Palewicz przygotowanie wokalne Małgorzata Śniadecka premiera 28 września 2013

szatan z powieści mistrz i małgorzata