Dzisiaj śpisz ze mną (2023) – recenzja filmu [Netflix]. Wolę kimać sama. Nawiązując do kwestii sympatycznych bohaterów – w recenzowanym „Dzisiaj śpisz ze mną” główne role grają Roma Gąsiorowska, Maciej Musiał oraz Wojciech Zieliński, czyli całkiem doświadczona ekipa, po której można sporo oczekiwać. Nic jednak Oglądać serialTo nie ze mnąonline. To nie ze mną. Wybieraj z poszczególnych odcinków seriali To nie ze mną online lub oglądaj cały sezon! Wypróbuj GONET.TV za 1 zł przez 10 dni bez zobowiązań. GONET.TV oferuje archiwum i transmisję online 138 polskich, czeskich i zagranicznych stacji TV na żywo i do 30 dni wstecz. W "Umów się ze mną. Take me out" możemy oglądać polską Adele! Kim jest Natalia, którą internauci uznali za bardzo podobną do brytyjskiej wokalistki? "Polska Adele" to Natalia I'm Not a Terrorist But I've Played One on TV • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! Nie ma lekko… tere fere!Moje zycie zawsze bylo super – mialem najlepszego kumpla Baczka i nalezalem do fajnych dzieciaków. Ale… odkad w szkole pojawil sie Darek Darenowski ze swoja paskudna krokodyla geba, nie daje mi zyc. Darenowski wiecznie siorbie oranzade z puszki, beka mi do ucha, a potem wykonuje swój nieznosny taniec i przezywa mnie na melodie „Sto lat, sto lat”, co Bullies Don't Bother Me • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! Odpowiedz 2023-08-03 11:00:37. Beata_Jasinska_filmweb. Marta_Noworyta Jeśli ktoś lubi serial "To nie ze mną" to jest teraz kręcony drugi sezon widziałam to na własne oczy ponieważ mieszkam niedaleko planu filmowego. Odpowiedz 2023-08-02 19:14:04. 62xKN. Nie ze mną takie tere-fere! Nie ma lekko… tere fere!Moje życie zawsze było super – miałem najlepszego kumpla Bączka i należałem do fajnych dzieciaków. Ale… odkąd w szkole pojawił się Darek Darenowski ze swoją paskudną krokodylą gębą, nie daje mi żyć. Darenowski wiecznie siorbie oranżadę z puszki, beka mi do ucha, a potem wykonuje swój nieznośny taniec i przezywa mnie na melodię „Sto lat, sto lat”, co oczywiście nie wychodzi, bo sylaby się nie zgadzają. Ale spokojnie – żaden cwaniaczek mi nie podskoczy! Język wydania: polski ISBN: 9788324045969 EAN: 9788324045969 Liczba stron: 240 Wymiary: Waga: Sposób dostarczenia produktu fizycznego Sposoby i terminy dostawy: Odbiór osobisty w księgarni PWN - dostawa do 3 dni robocze InPost Paczkomaty 24/7 - dostawa 1 dzień roboczy Kurier - dostawa do 2 dni roboczych Poczta Polska (kurier pocztowy oraz odbiór osobisty w Punktach Poczta, Żabka, Orlen, Ruch) - dostawa do 2 dni roboczych ORLEN Paczka - dostawa do 2 dni roboczych Ważne informacje o wysyłce: Nie wysyłamy paczek poza granice Polski. Dostawa do części Paczkomatów InPost oraz opcja odbioru osobistego w księgarniach PWN jest realizowana po uprzednim opłaceniu zamówienia kartą lub przelewem. Całkowity czas oczekiwania na paczkę = termin wysyłki + dostawa wybranym przewoźnikiem. Podane terminy dotyczą wyłącznie dni roboczych (od poniedziałku do piątku, z wyłączeniem dni wolnych od pracy). najdziwniejsze książki dla dzieci – to, co nas zaskoczyło w księgarni istnieją książki dla dzieci, że od razu zapadasz w nich jakby były dla Ciebie. Treść, ilustracje. Aż miło. Wzbudzają sympatie od pierwszego słowa. Zapadają w pamięci na długie lata, czasem na stałe. Lubimy do nich wracać. Lubimy swoim dzieciom pod nos podsuwać. Kształtują poniekąd osobowość, uczą dobrych relacji międzyludzkich, szacunku do rówieśników, starszych, do pluszowego misia. Pokazują uczucia, emocje, coś co najbardziej lubią. Ilustrują miłość i wszystko co ważne. jednak i spotykam takie pozycje co nie wiem. Nie wiem czy są fajne, czy warto poświęcić im uwagę. chce Wam zawsze pisać prawdę i tylko prawdę. To co odczuwam, moje myśli przelać na papier. W bawełnę nie owijać. dostałam książki z wydawnictwa Znak, które notabene uwielbiam. Ale tu jest szkopuł. Nijak nie potrafię do tej lektury podejść. Może ja z innej epoki. Bo… czy młodzież kocha się w Mickiewiczu, Sienkiewiczu ? Sami odpowiedzcie. Więc może ja nie dzisiejsza. Jakaś inna. Prastara. Nie wykluczam. Stąd moja prośba pojawiła się na facebooku czy ktoś zechciałby mi pomóc. I książkę opisać. Zgłosiło się Was sporo. I do dwóch osób najdziwniejsze książki dla dzieci podesłałam. / nadmienię, że aktualnie książeczka jest w fajnej promocji w wydawnictwie ZNAK. / Nie ze mną takie Tere Fere Marlena: W trakcie czytania mój syn z niektórych kwestii się bardzo śmiał, niektórymi był zdziwiony a czasami dopytywał dlaczego tak się dzieje 🙂 jak skończyliśmy czytać to pytał się kiedy kupię mu drugą część tej książki. Jak dla mnie książka jest specyficzna ale również napisana prostym językiem, jakiego używa większość dzieci w wieku szkolnym. Porusza dość ważną kwestię dla dzieci w wieku szkolnym a mianowicie problemy z przezwiskami, agresją słowną wśród dzieci i różne problemy z jakimi spotykają się dzieci w szkole czy w relacjach z kolegami czy też z osobiście przybliżyła problemy z jakimi w niedługim czasie będę musiała się zmierzyć jak syn od września pójdzie do szkoły. Cała historia perypetii Bartka i Darka kończy się dobrze. Myślę że książka przyjmie się na polskim rynku. Tak jak pisałam syn ma ochotę na następną część. Beata: spełniamy obywatelski obowiązek i przedstawiamy opinię o książce „Nie ze mną takie Tere-Fere”. Upsss.. nie obowiązek ale przyjemność 🙂 Ta opinia będzie inna od dotychczasowych, gdyż i ta książka jest inna- inna i w tej inności fantastyczna. Książka towarzyszyła nam podczas podróży do ZOO i powiem szczerze, że jest chyba pierwszą książką która tak wciągnęła Mikołajka! Czyta się ją szybko i przyjemnie. Nie opiszemy Wam treści byście sami do niej zajrzeli bo warto 🙂 My dorośli choć na chwilę na stronach książki wrócimy do czasów naszego dzieciństwa, a dzieci? hmm powiem szczerze, zanim zaczęlismy pisać recenzję zadzwoniliśmy do Mikiego i opowiedział o swoim punkcie widzenia ów książki: odp: „W deche. A ciocia kupisz mi drugą cześć” I to mówi wszystko 🙂 zerknijcie sobie również na wirtualny skrót książeczki – TU KLIK do pozycji nieco mniej dziwnych, ale nadal zaskakujących zaliczyłam również dwie pachnące opowieści: – skunks, który pachniał wanilią – wilk, który pachniał truskawkami ilustracje urocze, treść, powiem, że ciekawa. Tylko… jeśli nigdy nie wąchaliście skunksa i wilka uwierzcie – ostrzegam. Smród nie z tej ziemi. Wystarczy potrzeć ręką w konkretnym miejscu i dech zapiera. Więc czy nie są najdziwniejsze ? Może jest to i ciekawe, że dziecko smród zwierząt poznaje, nie wykluczam. Ale dla mnie dziwne, wręcz poniekąd interesujące. Aczkolwiek staram się nie wąchać. a może również znasz jakieś inne najdziwniejsze książki dla dzieci ? Popraw tę książkę | Dodaj inne wydanie Opis Nie ma lekko tere fere! Moje życie zawsze było super, miałem najlepszego kumpla Bączka i należałem do fajnych dzieciaków. Ale odkąd w szkole pojawił się Darek Darenowski ze swoją paskudną krokodylą gębą, nie daje mi żyć. Darenowski wiecznie siorbie oranżadę z puszki, beka mi do ucha, a potem wykonuje swój nieznośny taniec i przezywa mnie na melodię sto lat, sto lat, co oczywiście nie wychodzi, bo sylaby się nie zgadzają. Ale spokojnie, żaden cwaniaczek mi nie podskoczy. Data wydania: 2017-06-14 ISBN: 978-83-240-4596-9, 9788324045969 Wydawnictwo: Znak Stron: 240 Wyjątkowy cud- cud narodzin Są takie momenty, kiedy dociera do mnie jak wyjątkowym cudem jest – cud narodzin. Nowe życie. Sięgając pamięcią wstecz, przypominając sobie moment, w… Czytaj dalej Jedz na zdrowie. Dieta mamy karmiącej piersią. Rok temu, wiosną o tej porze, nie byłam w najlepszej kondycji. Mimo, że minęło pół roku od porodu, byłam przemęczona, blada, brakowało mi… Czytaj dalej Wychowam Ci dziecko. Lepiej od Ciebie. Byłam w sobotę na pewnych warsztatach. Postaram się Wam, wkrótce o nich opowiedzieć. A przynajmniej o części z nich. Tej części, gdzie było… Czytaj dalej Warszawa pachnie Lipą Cudowny to był weekend. Pomimo, że wyjechaliśmy do stolicy w celach stricte „służbowych”, to wspominam ten czas zdecydowanie rodzinnie. Spełniło się jedno z… Czytaj dalej Czy to już czas na drugie dziecko? Coraz częściej ostatnio przychodzi mi myśl o drugim dziecku. Mój instynkt macierzyński chyba szaleje na maksa. Mimo ogólnego zmęczenia, bo przecież maluch w… Czytaj dalej fot. Adobe Stock, Ulia Koltyrina Chyba każdy zna wierszyk o osiołku, który padł z głodu, bo nie mógł się zdecydować, czy woli owies czy siano. Boję się, że i ja drogo zapłacę za zbyt długie wahanie... Okazuje się, że nadmiar wcale nie jest lepszy od posuchy, a w życiu niemal z dnia na dzień wszystko może się radykalnie zmienić. „Odpuść sobie, kobieto! – pomyślałam pewnego ranka przy śniadaniu po niezliczonych próbach znalezienia drugiej połówki. – Świat oszalał! Faceci? Oni są toksyczni, nieciekawi albo zajęci. Trudno. Singielki też mogą być szczęśliwe, nawet bardziej niż mężatki!” – wściekła, gmerałam w kubeczku z jogurtem tak mocno, że prawie zrobiłam w nim dziurę. O tak: byłam bardzo zła i dlatego postanowiłam PRZESTAĆ działać. Bo czegóż to ja nie wyprawiałam przez ostatnie miesiące?! Kluby sportowe, szlajanie się po modnych knajpach, nauka włoskiego od podstaw... Bywałam w tysiącu miejsc, mniej lub bardziej inspirujących, poznałam mnóstwo nowych ludzi płci obojga. Ale ani pół potencjalnego ukochanego! Miałam po dziurki w nosie samotności. Obecnie modnie jest mówić: „samodzielności”, ale to przecież bzdura. Samodzielna też jestem, owszem, ale to nie samodzielność mi doskwiera, tylko samotność. Brak bliskiego drugiego człowieka tuż obok. Takiego, na którego można liczyć. W dzień i w nocy. A co mówią w takich przypadkach mądrale od ludzkiej psychiki? Ano mówią: rusz się, wyjdź z domu, otwórz się na nowe doświadczenia, nawiązuj przyjaźnie... Tere-fere-kuku. On chyba nie widzi we mnie kobiety Jestem ekstrawertyczna, nie siedzę w kącie, wszędzie mnie pełno. I co? Ano nic. W desperacji założyłam nawet konto na portalu randkowym. To było najgorsze. Flirty słowne przebiegały nawet miło, ale spotkania oko w oko – wszystkie, dosłownie WSZYSTKIE – to była całkowita porażka. Trudno powiedzieć, czego brakowało, ale chyba najbardziej chemii. Zamiast oczarowań – seria rozczarowań. Strata czasu. Dlatego postanowiłam się poddać: koniec rozpaczliwego rozglądania się za facetami. Najbardziej zawiedziona była Halinka, którą poznałam na babskich warsztatach rozwojowych – w nich też z upodobaniem uczestniczę. Singielka tak jak ja. To nas zresztą zbliżyło. No, ale Halinka od niedawna nie jest już sama. Wykupiła abonament w nowoczesnym biurze matrymonialnym. Zapłaciła jak za zboże, lecz obiecali, że będą przedstawiać idealnych kandydatów na narzeczonego aż do skutku. Ostatnio spotyka się regularnie z pewnym chirurgiem. Wygląda to obiecująco, więc Halinka jest w euforii. Ba, wylewa się z niej optymizm i w mojej sprawie: – Idź do tego biura! – przekonuje usilnie, gdy tylko wykroi czas na telefon do mnie. Łatwo jej mówić! Jest bogata, więc wybuliła krocie za abonament. Mnie na to nie stać. – Nie zaciągnę kredytu na biuro matrymonialne – powiedziałam jej bez ogródek. Chyba się obraziła, bo przestała dzwonić. Mniejsza z tym, przejdzie jej. Postanowiłam definitywnie zamknąć ten rozdział, ale... Nowe życie bez maniakalnego rozmyślania o drugiej połówce okazało się rodzajem odwyku. Musiałam się tylko mocno kontrolować, żeby nie dumać, jak bardzo nie chcę być sama. Znowu zapewniłam sobie mnóstwo zajęć po pracy: warsztaty, fitness, filmy, wieczorne spotkania z samotnymi kobietami, których w moim otoczeniu nie brakuje. Zaciskanie zębów. Przekonywanie samej siebie, że tak jest lepiej. Bo czy związek to taki cud? Szło mi coraz lepiej. I wtedy jak bumerang powróciła Halinka. Zadzwoniła w sobotni poranek i bardziej rozkazała niż zapytała: – Idziesz z nami na rowery?! – Z wami, czyli z kim? Z tobą i chirurgiem? – Ma na imię Jacek – upomniała mnie z lekką pretensją w głosie. – Z nami i z kolegą Jacka – tym razem usłyszałam w jej tonie nutki triumfu, jakby dokonała czegoś niebywałego. – Bawisz się w swatkę? – domyśliłam się. – Nie szukam już faceta – dodałam gorzko. – Oj, daj spokój! Chcę, żebyś miło spędziła sobotę. A ten Jurek, kumpel Jacka, jest całkiem fajny. Przypadniecie sobie do gustu – to super. Nie – drugie dobrze. Co ci szkodzi sprawdzić? A rowery przecież uwielbiasz! – Okej, przekonałaś mnie – zdecydowałam. – Za godzinę będę gotowa. Okazało się, że Halinka miała nosa. Jurek rzeczywiście mi się spodobał. Przystojniak z niego. I też lekarz, jak ten Jacek Halinki, ale nie krwawy chirurg, tylko znacznie bardziej estetyczny anestezjolog. Do tego wspaniale wysportowany. I jak ja kocha rowery! Po pierwszej wycieczce postanowiliśmy, że pojeździmy już tylko we dwoje, bardziej wyczynowo. Zaczęliśmy się umawiać. Coraz trudniejsze trasy, coraz bardziej zaawansowane treningi, coraz częstsze spotkania, jednak żadnych podtekstów damsko-męskich. Szkoda... Czas leciał, ale nic się nie zmieniało. – On mnie chyba nie chce – relacjonowałam Halince ten brak postępów. – Traktuje mnie jak kumpla z wojska – skarżyłam się. – Bo po co wy tak uderzyliście w ten sport? – pytała. – Jak ty wyglądasz podczas tych spotkań? Spocona, czerwona, w rowerowych gaciach? Tak nie wzbudzisz w nim żądzy! – To co mam robić? – Bo ja wiem? Zaproponuj mu może jakieś inne okoliczności? Może teatr dla odmiany? Albo choć idźcie po tych rowerach na kawę! – Nie będę się narzucać – nadąsałam się. – Facet ma pierwszy zaproponować randkę. Narzucił naprawdę niezłe tempo Ale nie chciał. Uparcie jeździł ze mną tylko na rowerach, ewentualnie robił jakieś ćwiczenia przed przejażdżką lub po niej. Trochę gadaliśmy, owszem, lecz raczej na neutralne tematy. Może to fajne, zdrowe i w ogóle, jednak ani o milimetr nie zmieniało mojego utrwalonego statusu singielki. I było też nieco frustrujące, bo Jurek – pierwszy mężczyzna od bardzo dawna – bardzo mi się spodobał... Regularny wysiłek plus zamartwianie się, jak przekierować myśli Jurka na właściwe tory, miały tę radosną stronę, że schudłam. Pięknie wydłużyła mi się sylwetka, a oblicze nabrało szlachetnej subtelności. Jeśli zawsze miałam duże oczy, to teraz one się stały ogromne. Miło było patrzeć w lustro. Przynajmniej tyle. „Hm, a może jednak aż tyle” – przyszło mi do głowy, gdy dostrzegłam, że wszędzie: w biurze, w sklepie, na ulicy – obcy mężczyźni przypatrują mi się uważniej niż dotąd. Nie, nie lubię być taksowana wzrokiem. Ale lubię się podobać! „Szkoda, że nie Jurkowi” – szeptał cichutki głosik w mojej głowie. Na Krzysia wpadłam w supermarkecie. Akurat się cofałam, bo nie mogłam przejść z wózkiem między paletami z towarem. Byłam zła, że w sklepie jest aż tak ciasno i niewygodnie, więc z impetem wzięłam zakręt i – bum! – prawie przewróciłam wysokiego bruneta w jaskrawożółtej puchówce. – Oj, przepraszam bardzo! – speszyłam się natychmiast. A wtedy on tak pięknie się uśmiechnął, że dokoła aż pojaśniało. – Nic nie szkodzi. Rzadko wpadają na mnie piękne dziewczyny – powiedział, bezczelnie patrząc mi w oczy. Poczułam żar na policzkach. Przyjrzałam mu się uważniej. No tak, niczego sobie, choć ekscentryk. Ubrany był nieszablonowo, bardzo kolorowo, z fantazją. „Artysta?”– zastanawiałam się. – Ale mnie lustrujesz! – cały czas uśmiechał się szeroko. – Spokojnie. Nic mi się nie stało, grozi mi najwyżej mały siniak – znacząco poklepał się po udzie. – Nie powinnam skręcać z takim impetem... – zaczęłam się tłumaczyć. – Jeśli uważasz, że należy mi się jakaś rekompensata za poniesione szkody, to mam pewien pomysł – gładko wszedł mi w słowo. – A jaki? – też się uśmiechnęłam, bo czułam, że zaczynamy flirtować. – To oczywiste! Dasz się zaprosić na kawę! – ogłosił z namaszczeniem. – Teraz? Zaraz? Ale mam zakupy! – Z największą przyjemnością pomogę ci bezpiecznie dotrzeć z nimi do kasy – zaproponował szarmancko. – Niech będzie – facet nie wyglądał źle, do tego miał zniewalający uśmiech. Brzmiał też całkiem miło, co mi szkodziło pogadać. – Ale muszę kupić jeszcze kilka rzeczy. Halinka mnie zbeształa Dokończyliśmy te zakupy razem, w radosnej atmosferze: były żarciki, śmiechy i wzajemna adoracja. Krzysiek wypakował potem zakupy do mojego auta, a ja zgodnie z obietnicą dałam się porwać na kawę. Gadało się z nim wspaniale. Wreszcie poczułam się kobieco, zalotnie, bo Krzyś wciąż prawił mi komplementy. Nie to co Jurek! Podobało mi się, więc dostał w nagrodę mój numer telefonu. Jeszcze tego samego wieczoru przysłał pierwszego SMS-a: „Kim jesteś, że nie da się o Tobie zapomnieć?”. Nie bardzo wiedziałam, co odpisać, choć mile mnie te słowa połechtały. Rano znów SMS: „Dzień dobry, piękna. A co byś powiedziała na drugie śniadanie w moim towarzystwie?”. Tym razem odpisałam raczej zdawkowo: „Miła oferta, ale mam pracę”. Tymczasem on nie zamierzał ustępować: „To może namówię Cię na kolację?” Tempo trochę mnie zaskoczyło, jednak... to także było miłe. Na wieczór byłam już umówiona na trening z Jurkiem... „No i co z tego? Randka lepsza!” – pomyślałam buntowniczo. „Jeśli to będzie coś równie kolorowego jak Ty, to chętnie” – odpisałam. To wprawiło mnie w doskonały nastrój, mimo że musiałam odwołać rowerowe spotkanie z Jurkiem. Napisałam mu zdawkowego SMS-a. Zareagował ze zrozumieniem. W przeciwieństwie do Halinki, do której zadzwoniłam, aby pochwalić się czekającą mnie randką. – No jak to? – obruszyła się. – A Jerzy? – Co: Jerzy? Lubi pościgać się ze mną na rowerach, no i świetnie, ale to chyba nie powód, żebym rezygnowała z randek! – Wydawało mi się, że traktujesz go poważniej – nadęła się Halinka. – Myślałam, że będziemy razem, ty z Jerzym, a ja z Jackiem wyjeżdżać na wakacje, spędzać sylwestra.. – Jasne! To może jeszcze jak te gołąbeczki wszyscy czworo zgodnie pójdziemy do ślubu? – wkurzyłam się. – Może i do ślubu? Byłoby cudownie! – zagalopowała się Halinka. – Dziewczyno, pobudka! Twoja wizja jest czarująca, ale nierealna. Przecież tłukę ci do głowy, że Jurek wcale nie widzi we mnie kandydatki na narzeczoną. – Bo mu paradujesz przed nosem w przepoconych ciuchach i nie chcesz mnie posłuchać! Znów się posprzeczałyśmy, lecz to u nas normalne, więc niespecjalnie się przejęłam. Do domu biegłam jak na skrzydłach: zrobić kąpiel, makijaż, fryzurę, wybrać sukienkę, buty, torebkę... Która z nas nie lubi randek? A ja nie byłam na żadnej od tak dawna! Wspólny wieczór się udał. Okazało się, że Krzyś tak szaleje ze strojami i kolorami, bo jest plastykiem, czyli dobrze wyczułam! Ale z obrazów wyżyć się nie da, więc na co dzień prowadzi zajęcia plastyczne dla przedszkolaków. Cóż, oryginalny zawód jak dla faceta... Męczy mnie ta podwójna gra Kolacyjka w maleńkiej restauracji z lokalnymi produktami była naprawdę urocza. Krzysiek znów obsypywał mnie komplementami, było sporo śmiechu i ciekawych tematów do rozmów. Zrelaksowałam się wspaniale. I byłam otwarta na ciąg dalszy. Nie przewidziałam tylko jednego: że Halinka tak łatwo nie odpuści. Tymczasem moja koleżaneczka zadzwoniła do Jerzego i wygarnęła mu, że właśnie pojawił się konkurent do mojego serca. A wiem to stąd, że zaraz potem zadzwoniła z tym do mnie! – Był zazdrosny. To się czuje! – ogłosiła triumfalnie. – No to mu powiedziałam, że miał szansę, więc czemu z niej nie korzystał? I że może jeszcze nie jest za późno... – Oszalałaś? Po co się w to wszystko wtrącasz?! – krzyknęłam wściekła. – Bo sami sobie słabo radzicie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Moja droga, Jurek ci się podoba, sama mówiłaś. Ty jemu też. Na cholerę ci teraz ten Krzyś czy jak mu tam? – Krzysiek też mi się podoba! – Jakiś plastyk? Niespełniony, dodajmy? Ile on zarabia, kobieto?! – Materialistka! – Chyba raczej realistka. Lekarz to lekarz... – Halinka, litości, bo przestanę się z tobą zadawać! Krzysiek to świeża sprawa, ale jest mną naprawdę zainteresowany. A Jerzemu pies ogrodnika się włączył. – Ten Krzysiek jest zbyt prędki, ot co. A Jerzy bardziej staroświecki w tych sprawach... – Nie swataj mnie! Dam sobie radę! Niestety, chyba było za późno. Jerzy uaktywnił się jak dźgnięty ostrogą. Jeszcze tego samego dnia wparował do mnie bez zapowiedzi z bukietem pąsowych róż. Rany! Zamarłam, gdy zobaczyłam go w progu. I to w takim nieoczekiwanym wydaniu! Ale wpuściłam do środka, oczywiście. Wpuściłam do środka i… poznałam nowe oblicze pana anestezjologa. Odurzające, frapujące – takie, o jakim wcześniej bezskutecznie marzyłam. Efekt jest taki, że teraz mam w konkurach dwóch wspaniałych samców. Obaj mi się podobają, choć tak bardzo się różnią. Wiem, że powinnam jednego czym prędzej odesłać do narożnika, ale nie wiem którego! Jerzego znam dłużej. Mamy wspólne pasje. To poważny doktor. Budzi szacunek. I wreszcie zaczęło mu na mnie zależeć. Jest jednak dość tradycyjny. A Krzysiek – barwny, twórczy ptak, który adoruje mnie tak udatnie, jak chyba żaden wcześniej. Porywające to i uzależniające. Jerzy wie o Krzysiu. Ale postanowił o mnie zawalczyć. Krzysiek nie wie o Jerzym, bo niby co mam mu powiedzieć? Wstyd się przyznać, jednak umawiam się na randki z jednym i z drugim. I dostaję od tego coraz większego pomieszania... Nie powinnam tego ciągnąć, wiem. Ale nie potrafię się zdecydować, jak to rozwiązać. I, jeśli mam być szczera, to jest mi z tym dobrze, bo zarówno z Jerzym, jak i z Krzyśkiem czuję się doskonale. Z drugiej strony męczy mnie już ta podwójna gra. Dałam sobie jeszcze miesiąc na podjęcie decyzji. Nie chciałabym zranić żadnego z nich, więc muszę wreszcie dokonać wyboru. Oby był dobry! Czytaj także:„Mąż traktował mnie na równi ze zmywarką i odkurzaczem. Zrozumiałam, że najwyższy czas pozbyć się kuli u nogi”„Matka powtarzała, że nauka to klucz do sukcesu. Bzdura! Żeby żyć na poziomie, wystarczy złapać bogacza na dziecko”„Kolega nie może ścierpieć, że dałam mu kosza. Naopowiadał we wsi, że jestem prostytutką, a ja tylko tańczę na rurze”

nie ze mną takie tere fere opinie